Valencia – komunikacyjny horror?

2

Post jest częścią cyklu „Dookoła Hiszpanii” – po więcej informacji KLIK!

Z Valencią jest troszkę jak z klubami sportowymi. Można ją kochać, można też nienawidzić. Moje odczucia są gdzieś pomiędzy. Na odbiór tego miasta miała pewnie wpływ diametralna zmiana – wyjechaliśmy z Albarracin, malowniczej wsi gdzie ciężko było spotkać żywą osobę,  a dotarliśmy do ogromnego miasta, które nas momentalnie przytłoczyło. Z początku wjechaliśmy do samego centrum, ale już wiemy, że był to największy błąd. Ścisk, masa aut, a dodatkowo parkingi w cenie 50E/dzień. To przecież ponad bak paliwa! Szybkie podjęcie decyzji – uciekamy na obrzeża. Zaparkowaliśmy na darmowym parkingu blisko plaży:

Początkowo miejsce wydawało nam się idealne – nawet na nocleg! Rzeczywistość jednak szybko zweryfikowała nasze plany, ale o tym w późniejszej części. Wracając jednak do poruszania się samochodem po Valencii. To istna dżungla! Ronda? Owszem są. 6 – pasmowe. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to, że żaden pas nie był rozrysowany na jezdni. Teoretycznie z 5 pasów można jechać na rondzie prosto. Problem w tym, że 5 pasów zmienia się w 2 (jeszcze na rondzie!) i… no właśnie. Tu zaczyna się magia. Istny wyścig szczurów – zero kultury. Masz mocny silnik? Super – jesteś zwycięzcą! Każde zatrzymanie pojazdu oznaczało jedno – albo startujesz z piskiem opon albo nikt Cię nie wpuści i będziesz tak stał i stał, i stał… Z czystym sumieniem – jeśli jesteś człowiekiem nerwowym, nie zapuszczaj się autem do centrum tego miasta. Chyba lepiej w tym wypadku wybrać rower. O taki jak na tym malowniczym murku:

IMG_4909

Samo miasto jest olbrzymie. To chyba jedyne miejsce gdzie pieszo w jeden dzień pokonaliśmy prawie 33 kilometry! Nie trzeba chyba Wam mówić jak bardzo zmęczeni byliśmy po całym takim dniu. Dobra, dość narzekania (tylko na chwilę) – wysiadamy z auta, widok na plażę, morze, palmy i… stragany. Tak, na deptaku wzdłuż plaży rozciąga się targ. I to nie taki z owocami – taki z majtkami i skarpetkami! No szok normalnie. Nijak to nie pasowało nam do całokształtu tego miejsca. Stwierdziliśmy, że nie będziemy się tu plażować (są lepsze miejsca) i udajemy się w głąb miasta. Idąc w stronę centrum praktycznie każda ulica była tak brudna, że przykro było patrzeć. Wszechobecne śmieci walające się dookoła to chyba normalka w tym mieście. Całość zmieniła się dopiero w ścisłym centrum i dopiero tam panował ład i porządek. Trochę taka przykrywka dla turystów – dla mnie minus. To chyba tyle narzekania jeśli chodzi o Valencię – reszta wpisu będzie już pozytywna 😉 Dotarliśmy do centrum i zmiana diametralna! Osoby lubiące modernistyczny styl będą zachwycone. Nasze zwiedzanie rozpoczęliśmy praktycznie od głównego parku rozciągającego się przez znaczną część miasta. Pierwsza atrakcja jaka nas przywitała to tzw. „Hemisferic” będący częścią całego Ciudad de las Artes y las Ciencias. Z zewnątrz wygląda tak, że mało kto zgadnie co kryje w środku.

IMG_9241

A w środku znajduje się… Największy IMAX w Hiszpanii 😉 Zawiedzeni? Ok – jest jeszcze planetarium 🙂 Nie jest to jednak zwykłe kino do którego możecie wejść codziennie – są tam wyświetlane filmy związane stricte z nauką, fizyką i o podobnej tematyce. Całość z wyglądu zrobiła na mnie piorunujące wrażenie – szczególnie woda otaczająca z każdej strony owy budynek. W całym parku znajduje się dużo więcej cieszących oko budowli jak np budynek budowany na wzór statku:

IMG_9311

W tylko tej części parku spędziliśmy dobre dwie godziny. Skwar i stojące powietrze dawało się we znaki – co chwilę musieliśmy robić sobie przerwę i uzupełniać płyny. Z pomocą przyszła aleja palm oczywiście standardowo zaaranżowana na modernistyczny styl z a’la dachem. Dawało to trochę schronienia przed cieniem i pozwalało podziwiać te piękne budynki z góry.

IMG_9312

Tutaj przyznamy się bez bicia – stare miasto, które również zwiedziliśmy bardzo nam się podobało ale… Nie mieliśmy sił na wyciąganie aparatu. Co jednak można było zauważyć to pomimo że jak sama nazwa wskazuje stare miasto było „stare” to jednak co jakiś czas można było zobaczyć modernistyczne wtrącenie do całości. Mi osobiście nawet to pasowało ale podejrzewam, że nie każdy będzie miał takie samo zdanie jak ja. Teraz gdybym miał doradzić coś odnośnie zwiedzania Valencii to z całą pewnością poleciłbym zacząć od starego miasta a dopiero potem przejść do tej nowocześniejszej części i iść wzdłuż całego parku. Na sam park liczcie jakieś 2-3 godziny – ciągnie się on niesamowicie daleko ale czeka w nim moc atrakcji. Na nas wrażenie zrobił nawet plac zabaw dla dzieci do takiego stopnia że… sami zaczęliśmy korzystać z tamtejszych zjeżdżalni 😉 Po naprawdę wielu godzinach i wielu kilometrach (telefon pokazał nam prawie 33 kilometry pokonane), dotarliśmy do plaży i jednocześnie naszego parkingu. Godzina była dość późna – strzelam w 23:00 a co najciekawsze stragany o których wspominałem wcześniej wciąż były otwarte. Czemu nie zdecydowaliśmy się jednak na nocleg w tym miejscu? Ostatnia ulica jaką musieliśmy pokonać do auta była opanowana przez ichniejszych cyganów (Gitanos). Klimat tam panujący był… specyficzny. Szybsze bicie serca, gęsia skórka i zjeżony włos – to mniej więcej tak moje ciało zareagowało na to miejsce. I wcale nie ze względu na piękną architekturę a na brak posiadania kamizelki kuloodpornej w swym arsenale. Dodam że była godzina 23 😉 Raczej turyści nie zapuszczali się w to miejsce a my dość specyficznie wyróżnialiśmy się z całego grona osób tam przebywających. Skoro jednak piszę tego posta to znaczy, że żyjemy i dotarliśmy na plażę. Sama plaża ogromna! Na szerokość spokojnie mogła mieć i ze 200 metrów. Nocą wyglądała dość klimatycznie:

IMG_4933

Po drodze na miłe zakończenie dnia było nam dane jeszcze zobaczenie pięknego arcydzieła stworzonego z piasku i można było iść do auta. Niestety nie spać, a w poszukiwaniu lepszego miejsca na nocleg, który znaleźliśmy dopiero w połowie drogi do kolejnej naszej destynacji a mianowicie do Alicante.

IMG_4936

Więcej zdjęć z naszej podróży:

UDOSTĘPNIJ
  • Zwiedzałem Walencję wiosną, niespełna dwa lata temu. Zgadzam się, że prawdziwy jej urok, a wręcz przepych widać jedynie w centrum miasta. Poza nim było raczej brudno i nieprzyjemnie. To samo dotyczy plaży, również w moim odczuciu nie należała ona do wymarzonych. Nie zmienia to jednak faktu, że kilka punktów na mapie miasta naprawdę warto było odwiedzić.

  • Co do parkingu i cyganów, to często w podróży bywa tak, że idzie się gdzieś, gdzie po fakcie okazuje się, że to niekoniecznie było bezpieczne (zarówno w kwestii miejsca i godziny) 🙂 miałam już tak wiele razy, ale najważniejsze, że jest co wspominać! Czekam na więcej!