Babia Góra – królowa Beskidów

1

Góry to niewątpliwie jedno z moich ulubionych miejsc do spędzania wolnego czasu. Od zawsze marzeniem było mieć domek w górach i możliwe, że za jakiś czas ten cel się ziści. Do tej pory jednak byłem typem leniwca. Wiecie jak to jest – praca, obowiązki, mało czasu i chęci. Będąc w górach ograniczałem się do śmigania na rowerze bądź wjeżdżania wyciągiem na szczyt i… w sumie to tyle. Przełom nastąpił w 2014 roku i od tej pory zdobywanie szczytów sprawia mi naprawdę wiele radości i satysfakcji! Czy to lato, czy zima nie ma dla mnie znaczenia – widoki jakie rozciągają się ze szczytów są po prostu warte każdego wysiłku fizycznego. Jako, że spontaniczne wyprawy są najlepsze to szybki telefon do przyjaciela i postanowienie – jedziemy! Dużo osób mówiło nam, że Babia Góra na „pierwszy raz” i to jeszcze w zimę to nie najlepszy pomysł. Może wiele osób się ze mną nie zgodzi ale tak naprawdę wiele zależy od pogody i własnej dyspozycji. Byliśmy nastawieni na zwycięstwo i nie mogliśmy się tak łatwo poddać. Przygotowania? Odzież termoaktywna, dobre buty i ciepła herbatka w plecaku 😉 Naszą przygodę zaczęliśmy od Przełęczy Krowiarki i tu też zostawiliśmy samochód:

Parking w szczerym lesie a pan biletowy czujny 😉 10 zł za całodzienny postój to jednak uczciwa cena. Dotarliśmy do pierwszych oznak bycia na szlaku. Krzyżowało się tu wiele dróg, a dodatkowo była dostępna mapa ukazująca na co tak naprawdę się piszemy. 1725 metrów to przecież nie jest tak wysoko 😉 Znaki oznajmiły nas, że będziemy szli szlakiem czerwonym. Dawno kolory nie oznaczają już trudności, więc tak naprawdę nie wiedzieliśmy z czym się spotkamy.

IMG_1719Uprzedzając Wasze pytania – tak, 2 godziny i 30 minut to mniej więcej czas jaki potrzebujecie na wejście. Wliczając w to jednak co najmniej 3 dłuższe przerwy, więc naprawdę nie wydaje się to takie straszne. Najgorsze jak to mówią są jednak początki i tu w 100% trzeba się z tym zgodzić. Zaraz na starcie witają Was schody. Tak, dobrze czytacie. Schody idące w górę przez znaczną część trasy. Jest to o tyle chybiony pomysł, że całość była strasznie oblodzona. Każdy kolejny krok musiał być pewny i stabilny co tylko spowalniało naszą wędrówkę. Dodatkowo twarda podeszwa przeznaczona bardziej na kamienisty teren tylko potęgowała efekt ślizgania się. Widok pomimo tego, że idziemy lasem wskazywał na wysoki teren – strome zbocze po naszej prawej stronie cieszyło oko (przynajmniej moje ;)). Po naszych pierwszych zmaganiach ze schodami, a dodatkowo z nadmiernym ciepłem (przesadziliśmy z warstwami), dotarliśmy do pierwszego punktu widokowego. To co zobaczyliśmy już było zadowalające. Zresztą co ja będę opisywał – sami zobaczcie:

IMG_1720Widzieć chmury od drugiej strony i to nie będąc w samolocie – bezcenne. Dla takich widoków naprawdę warto w taki sposób „wypoczywać”! Zrobiliśmy sobie 10 minutową przerwę. Gorąca herbata, batonik i podziwianie tej pięknej natury. To tylko dało nam dodatkowego kopa aby szybciej przebierać nogami na szlaku. Wtedy jeszcze jako laik górski muszę stwierdzić, że Babia Góra czerwonym szlakiem wcale nie jest trudna. Podejścia były w granicach rozsądku a poziom śniegu w niczym nie przeszkadzał. Trafiliśmy chyba na dzień idealny, bo do samego szczytu prawie nie wiało a słoneczko towarzyszyło nam przez cały czas. Kolejny nasz przystanek również był malowniczy – to zresztą ostatnie takie miejsce przed „atakowaniem” szczytu idąc już cały czas górnym pasmem.

IMG_1723Po tym przystanku nasza wyprawa zaczęła się dłużyć. Nie ze względu na czas a ze względu na to co widzieliśmy. Wchodzicie na „szczyt”, nie widzicie niczego innego, a po dotarciu na górę jest zejście w dół i kolejne wyższe wzniesienie. Może to już jest szczyt? Nic bardziej mylnego! Takich podejść było jeszcze co najmniej kilka. Niewiedza jest najgorsza 😉 My jednak się nie poddaliśmy i udało nam się zdobyć to czego tak bardzo pragnęliśmy. Widok był obłędny – pogoda przecudna.

IMG_172811IMG_1729Czy można chcieć czegoś więcej? Chyba tylko kolejnych, wyższych zdobytych szczytów 😉 Czego oczywiście każdemu życzę. Czego nauczyła nas ta wyprawa? Przede wszystkim tego, że warto ustalać sobie cele i nawet jeśli są one na pierwszy rzut oka ciężkie do zrealizowania to warto próbować. Królowa Beskidów okazała się dla nas łaskawa i wcale nie była trudna do zdobycia. Myślę, że każda sprawnie fizycznie osoba da sobie radę z tym podejściem – ważne jest jednak dobrze dobrane obuwie, mądre ubranie się i oczywiście wybranie odpowiedniego dnia śledząc warunki pogodowe panujące w tym terenie. Zejście z góry to już oczywiście formalność – wiecie gdzie podążacie więc na parkingu znajdziecie się dość szybko 🙂 Życzę Wam aby każde podejścia były łatwe, a wiem że nie wszystkie takie są. O tych trudniejszych napiszę innym razem. A kolejne cele? Możliwe, że widać je na poniższym zdjęciu 😉

IMG_1727

UDOSTĘPNIJ